Pewnego słonecznego dnia czyli w dniu moich urodzin. Siedziałem sobie na ławce w parku. Tak na tej ławce na której pocałowałem się z Violettą. Szatynka jest już dla mnie zamkniętym rozdziałem, ale lubię siedzieć w tym miejscu. To tutaj jest najlepszy widok na mały staw. Staw który wywołuje tak wiele wspomnień. Zarówno tych wspaniałych jak i przykrych. Przecież to tutaj pierwszy raz pocałowałem brunetkę, to tutaj zdradziła mnie z Diego. Stop! Dlaczego ja o tym myślę? Koniec!- skarciłem sam siebie w myślach
-Cześć-moje rozmyślenia przerwała jak zawsze uśmiechnięta Lila. Nie powiem bardzo ucieszyłem się na jej widok, ale ja zawsze gdy widzę dziewczynę mam ochotę się uśmiechną. To chyba przez ten śliczny uśmiech i zaraźliwy śmiech.
-Hej-odpowiedziałem. Po czym jak zawsze pocałowaliśmy się nawzajem w policzek. Stało się to już naszym „rytuałem powitalnym”. Zawsze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek rozmowy wykonujemy ten przynajmniej dla mnie miły gest. Zrobiliśmy to już na naszym drugim spotkaniu i tak już zostało.
-Nad czym tak myślisz?- zapytała moja jak zawsze ciekawska przyjaciółka
-Nad niczym- odpowiedziałem. Chociaż i tak dobrze wiedziałem, że zna mnie za dobrze aby się na to nabrać. W końcu znamy się już rok. Najdziwniejsze dla mnie w naszej relacji jest to, że z każdym naszym spotkaniem szatynka zadziwia mnie coraz bardziej.
-Za dobrze cię znam- odpowiedziała pewnie, a ja zaśmiałem się bo przecież dobrze wiedziałem, że wypowie te słowa-Z czego się śmiejesz-zapytała z udawanym wyrzutem
-Z ciebie-oparłem krótko, po czym oboje się zaśmieliśmy
-Przesiedziałeś tu już tak wiele godzin w swoim życiu, a te kwiaty dalej nie zwiędły. Nie do wiary!- powiedziała ze śmiechem, zmieniając temat. Uwielbiam jej poczucie humoru. Ona zawsze potrafi mnie rozśmieszyć.
-Wiesz ty też tak wiele razy całowałaś się z Zackiem a chłopak jakimś cudem żyje- odgryzłem się nastolatce. Na początku dziewczyna udawała, że się obraziła, ale ja za dobrze ją znałem aby się na to nabrać. Zacząłem ja łaskotać, a ona wręcz zwijała się ze śmiechu.
-L..e…on..bła..ga…m…prze…st…a…ń- mówiła między napadami śmiechu. Łaskotałem ją jeszcze przez chwile, ale później znudziło mi się to i posadziłem ją z powrotem na ławce.
-To o czym myślałeś- zapytała ponownie moja przyjaciółka, jak zawsze musiała być uśmiechnięta, u niej to już norma
-Mówiłem już, o niczym –odpowiedziałem pewnym siebie tonem
-Verdas gadaj mi tu zaraz o czym tak myślałeś, albo… wyciągnę to z ciebie siłą- zagroziła surowym tonem próbując utrzymać powagę sytuacji, ale jej się to nie udało ponieważ ja wybuchłem śmiechem a ona po chwili do mnie dołączyła
-Lila…-zacząłem lecz na moje szczęście przerwał mi jej telefon. Nastolatka uśmiechneła się do telefonu poczym odebrała
-Za pół godziny?- zapytała dziewczyna, a ja z każda chwilą robiłem się coraz bardziej ciekawy co się dzieje
-Dobra, będziemy- powiedziała moja przyjaciółka po czym się rozłączyła. Bez słowa podeszła do mnie po czym dała mi znak, ze mam iść za nią, a ja nie pytając o nic szedłem za szatynką. Po kilkunastu minutach marszu zorientowałem się gdzie idziemy. Przecież to oczywiste szliśmy do Escueli. W tym momencie zrozumiałem, że Lila wraz z pozostałą częścią uczniów mojej szkoły przygotowała dla mnie przyjęcie urodzinowe. A co ja im mówiłem? Ale oni oczywiście jak coś postanowią to muszą to zrealizować. Ach te debile, ale i tak ich kocham. Tylko bez skojarzeń, proszę!!!
Mimo wszystko trzeba podziękować moim przyjaciołom za imprezę bo muszę przyznać, że zabawa jest przednia i to na pewno o wiele lepsze od siedzenia samotnie w domu i wysłuchiwania „wymiany zdań” moich rodziców. Tak moi rodzice potrafią tylko się kłócić i wzajemnie straszyć rozwodem. Czasami zastanawiam się czy ja im nie przeszkadzam. Przecież gdyby nie ja to już dawno wzięliby rozwód i mieliby spokój. Ale nic nie poradzę, że żyje. Widocznie ktoś tak chciał. Tylko sam nie rozumiem poco przecież tylko wszystkim przeszkadzam. Tak mam wspaniałych przyjaciół, ale ani trochę na nich nie zasługuje. Oni zawsze mnie pocieszają. A ja? Potrafię odwdzięczyć się im jedynie kilkoma prostymi słowami. Czuję się z tym strasznie. To uczucie gdy chcę dać komuś coś więcej, ale nie mogę jest okropne. Ono wypełnia mnie od środka. Chcę, ale nie mogę…
~*~
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że ktoś zostawi po sobie ślad bo się napracowałam ;**
CZYTASZ=KOMETUJESZ=MOTYWUJESZ
~Marlenax
Pewnego słonecznego dnia czyli w dniu moich urodzin. Siedziałem sobie na ławce w parku. Tak na tej ławce na której pocałowałem się z Violettą. Szatynka jest już dla mnie zamkniętym rozdziałem, ale lubię siedzieć w tym miejscu. To tutaj jest najlepszy widok na mały staw. Staw który wywołuje tak wiele wspomnień. Zarówno tych wspaniałych jak i przykrych. Przecież to tutaj pierwszy raz pocałowałem brunetkę, to tutaj zdradziła mnie z Diego. Stop! Dlaczego ja o tym myślę? Koniec!- skarciłem sam siebie w myślach
-Cześć-moje rozmyślenia przerwała jak zawsze uśmiechnięta Lila. Nie powiem bardzo ucieszyłem się na jej widok, ale ja zawsze gdy widzę dziewczynę mam ochotę się uśmiechną. To chyba przez ten śliczny uśmiech i zaraźliwy śmiech.
-Hej-odpowiedziałem. Po czym jak zawsze pocałowaliśmy się nawzajem w policzek. Stało się to już naszym „rytuałem powitalnym”. Zawsze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek rozmowy wykonujemy ten przynajmniej dla mnie miły gest. Zrobiliśmy to już na naszym drugim spotkaniu i tak już zostało.
-Nad czym tak myślisz?- zapytała moja jak zawsze ciekawska przyjaciółka
-Nad niczym- odpowiedziałem. Chociaż i tak dobrze wiedziałem, że zna mnie za dobrze aby się na to nabrać. W końcu znamy się już rok. Najdziwniejsze dla mnie w naszej relacji jest to, że z każdym naszym spotkaniem szatynka zadziwia mnie coraz bardziej.
-Za dobrze cię znam- odpowiedziała pewnie, a ja zaśmiałem się bo przecież dobrze wiedziałem, że wypowie te słowa-Z czego się śmiejesz-zapytała z udawanym wyrzutem
-Z ciebie-oparłem krótko, po czym oboje się zaśmieliśmy
-Przesiedziałeś tu już tak wiele godzin w swoim życiu, a te kwiaty dalej nie zwiędły. Nie do wiary!- powiedziała ze śmiechem, zmieniając temat. Uwielbiam jej poczucie humoru. Ona zawsze potrafi mnie rozśmieszyć.
-Wiesz ty też tak wiele razy całowałaś się z Zackiem a chłopak jakimś cudem żyje- odgryzłem się nastolatce. Na początku dziewczyna udawała, że się obraziła, ale ja za dobrze ją znałem aby się na to nabrać. Zacząłem ja łaskotać, a ona wręcz zwijała się ze śmiechu.
-L..e…on..bła..ga…m…prze…st…a…ń- mówiła między napadami śmiechu. Łaskotałem ją jeszcze przez chwile, ale później znudziło mi się to i posadziłem ją z powrotem na ławce.
-To o czym myślałeś- zapytała ponownie moja przyjaciółka, jak zawsze musiała być uśmiechnięta, u niej to już norma
-Mówiłem już, o niczym –odpowiedziałem pewnym siebie tonem
-Verdas gadaj mi tu zaraz o czym tak myślałeś, albo… wyciągnę to z ciebie siłą- zagroziła surowym tonem próbując utrzymać powagę sytuacji, ale jej się to nie udało ponieważ ja wybuchłem śmiechem a ona po chwili do mnie dołączyła
-Lila…-zacząłem lecz na moje szczęście przerwał mi jej telefon. Nastolatka uśmiechneła się do telefonu poczym odebrała
-Za pół godziny?- zapytała dziewczyna, a ja z każda chwilą robiłem się coraz bardziej ciekawy co się dzieje
-Dobra, będziemy- powiedziała moja przyjaciółka po czym się rozłączyła. Bez słowa podeszła do mnie po czym dała mi znak, ze mam iść za nią, a ja nie pytając o nic szedłem za szatynką. Po kilkunastu minutach marszu zorientowałem się gdzie idziemy. Przecież to oczywiste szliśmy do Escueli. W tym momencie zrozumiałem, że Lila wraz z pozostałą częścią uczniów mojej szkoły przygotowała dla mnie przyjęcie urodzinowe. A co ja im mówiłem? Ale oni oczywiście jak coś postanowią to muszą to zrealizować. Ach te debile, ale i tak ich kocham. Tylko bez skojarzeń, proszę!!!
Mimo wszystko trzeba podziękować moim przyjaciołom za imprezę bo muszę przyznać, że zabawa jest przednia i to na pewno o wiele lepsze od siedzenia samotnie w domu i wysłuchiwania „wymiany zdań” moich rodziców. Tak moi rodzice potrafią tylko się kłócić i wzajemnie straszyć rozwodem. Czasami zastanawiam się czy ja im nie przeszkadzam. Przecież gdyby nie ja to już dawno wzięliby rozwód i mieliby spokój. Ale nic nie poradzę, że żyje. Widocznie ktoś tak chciał. Tylko sam nie rozumiem poco przecież tylko wszystkim przeszkadzam. Tak mam wspaniałych przyjaciół, ale ani trochę na nich nie zasługuje. Oni zawsze mnie pocieszają. A ja? Potrafię odwdzięczyć się im jedynie kilkoma prostymi słowami. Czuję się z tym strasznie. To uczucie gdy chcę dać komuś coś więcej, ale nie mogę jest okropne. Ono wypełnia mnie od środka. Chcę, ale nie mogę…
~Marlenax
~*~
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że ktoś zostawi po sobie ślad bo się napracowałam ;**
CZYTASZ=KOMETUJESZ=MOTYWUJESZ~Marlenax